Baza firm

Ogłoszenia

Wczasy

Auto giełda

Auto salon

Kino

Konkursy
Niedziela, 21 lipca 2019 r.  Imieniny: Andrzeja, Daniela, Wawrzyńca
Mobilna i stacjonarna myjnia parowa w Żorach

Fotoreporter z żyłką podróżnika

18.12.2011
Fotoreporter z żyłką podróżnika

- To trudny temat. Do końca nie wierzyłem, że uda się go zrealizować – Marcin Tomalka, wyróżniony w Wielkim Konkursie Fotograficznym National Geographic za cykl zdjęć „Albinosi”, opowiada o swych pasjach, marzeniach i wrażeniach z pobytu na wyspie Ukerewe.

Patrycja Cieślak-Starowicz: Urodził się Pan w Bytomiu, w Żorach mieszka od około czterech lat. Czuje się Pan już żorzaninem?


Marcin Tomalka:
Tak, czuję się żorzaninem :) Przeprowadziłem się tu z narzeczoną, która jest z Katowic. Tu mieszka jej przyjaciółka i to ona nakłoniła nas do zamieszkania w Żorach. To była dobra decyzja. Bardzo mi się tu podoba – to fajne, niewielkie miasto, wszędzie można dojechać na rowerze. I co najważniejsze – blisko gór! Chcemy tu zostać na stałe :)


Jak wyglądały Pana początki z fotografią i pracą dla prasy?


Fotografią interesuję się od bardzo dawna. Zawsze pasjonowały mnie zdjęcia reportażowe. Mimo to, zamiast szkoły fotograficznej wybrałem studia politologiczne o specjalizacji dziennikarskiej. Nie chciałem stawiać wszystkiego na jedną kartę. Mimo że robię zdjęcia, takie wykształcenie pomaga mi bardzo w pracy dziennikarskiej. Zaczynałem od Dziennika Zachodniego, potem była Gazeta Wyborcza. Od półtora roku współpracuję z Super Expressem.


Wyróżnienie w konkursie National Geographic to wielki sukces. Dlaczego wybrał pan „Albinosów”?


W konkursie wystartowałem pierwszy raz. Namówiła mnie do tego moja narzeczona. Uznałem, że materiał o albinosach jest dość ciekawy, poza tym to ten cykl był najbardziej zachowany w klimacie National Geographic. To moje najświeższe zdjęcia – wykonane w styczniu podczas podróży do Tanzanii, w technice cyfrowej, aparatem Canon 7D. Miałem przeczucie, że się spodobają, ale nie spodziewałem się, że dostanę nagrodę. Bardzo się cieszę z tego wyróżnienia. Konkurs National Geographic jest jednym z najbardziej prestiżowych, w jury zasiadały autorytety z dziedziny fotografii.


Pana pasją są podróże. Fajnie, że przy okazji robi Pan świetne zdjęcia, które wygrywają.


Staram się raz w roku gdzieś wyjechać. Podróżowałem po Europie i Azji – byłem w Tajlandii i Kambodży. Na pierwszą podróż do Afryki wybraliśmy właśnie Tanzanię, bo jest jednym z bezpieczniejszych krajów. Przed każdym wyjazdem czytam o danym państwie, szukam informacji i tematu do zdjęć. Na Czarny Ląd pojechaliśmy w czwórkę. Gdzieś w głowach mieliśmy plan odwiedzić wyspę Ukerewe i spróbować sfotografować albinosów, ale nie spodziewałem się, że nam się uda, bo to trudny temat. W Tanzanii spędziliśmy półtora miesiąca. Pierwsze trzy tygodnie w celach turystycznych, kolejne – pod kątem fotografowania. Chcieliśmy okrążyć Jezioro Wiktorii, ale na przeszkodzie stanęły nam wybory prezydenckie w Ugandzie. Wybór padł więc na największą na Jeziorze Wiktorii wyspę Ukerewe, gdzie żyje najwyższy na świecie odsetek ludzi dotkniętych albinizmem. Z lokalnym prezesem stowarzyszenia poświęconemu temu problemowi, odbyliśmy długą rozmowę o tym, co chcemy zrobić i dlaczego. Musieliśmy jednak wrócić na stały ląd i tam porozmawiać z wyższymi władzami Tanzańskiego Stowarzyszenia Albinosów. W końcu się udało.


Jak wygląda życie na wyspie Ukerewe? Czy coś szczególnie Pana „uderzyło”?


Szczerze – byłem zaskoczony. Wyobrażaliśmy sobie, że będzie tam jakiś ośrodek, który skupia osoby chore na albinizm. Okazało się, że albinosi żyją tam wśród zdrowych ludzi, zupełnie normalnie, na tyle, ile to możliwe, funkcjonują w społeczeństwie. Na Ukerewe są bardziej akceptowani, niż na stałym lądzie. Wyspa jest w pewnym sensie schronieniem – niektóre plemiona wierzą bowiem, że części ciała albinosów przynoszą szczęście i robią z nich amulety. Dlatego albinosi często padają ofiarami zabójstw. Rząd Tanzanii stara się z tym walczyć. Na wyspie jest bezpieczniej – jest ona oddalona od świata, dociera tu jedynie jeden prom dziennie. Mimo to nawet tutaj, dzieci nie są same puszczane na ulice.


Jak reagowali fotografowani?


Przestrzegano mnie, że ciężko jest robić zdjęcia w afrykańskim kraju. Ludzie się nie zgadzają, kiwają głowami, podchodzą i żądają pieniędzy za sfotografowanie ich. To trochę zniechęca. Jeśli chodzi o albinosów, musieliśmy im przez tłumacza wyjaśniać, w jakim celu robimy te zdjęcia. Trochę minęło, zanim się z nami oswoili i przyzwyczaili do obiektywu. Nie chcieliśmy, by nam pozowali – zależało nam na ukazaniu w kadrach ich normalnego, prawdziwego życia codziennego. Mnie osobiście zainteresowały relacje rodzinne. Bywa, że oboje rodziców jest czarnych i mają jedno białe dziecko, z kolei w innej rodzinie jeden z rodziców może być dotknięty albinizmem, ale nie przekazać tych genów dzieciom.


Wspomniał Pan o fundacji, która zajmuje się albinosami na wyspie. Jakiej pomocy potrzebują ci ludzie?


Albinosi są wrażliwi na światło słoneczne, bo brakuje im pigmentu w skórze. Wiadomo, że na takim kontynencie, jak Afryka, trudno ukryć się przed palącym słońcem. Osoby te narażone są na poparzenia, dlatego potrzebują kremów z wysokim filtrem. W tamtej części świata są one bardzo drogie – bo przeznaczone dla turystów. Kremy przeciwsłoneczne to dla nich największa pomoc. Albinosi żyją krócej, cierpią na raka skóry, już w młodym wieku mają problemy zdrowotne. Nieraz podczas fotografowania spotykałem chore dzieci. Kosztowało to dużo wysiłku – ciężko obcować z ludźmi z takimi problemami...


Największe osobiste odkrycie na Czarnym Lądzie?


Duże przestrzenie. I przede wszystkim większy luz i spokój w podejściu do wielu spraw. Najlepiej opisuje to przysłowie, że biali mają zegarki, a Afrykanie czas. Trzeba do tego przywyknąć. Na obiad w lokalu często czeka się ponad godzinę. Autobus nie odjeżdża o danej godzinie, tylko wtedy, gdy uzbiera się odpowiednia liczba pasażerów. Na drogach obowiązują przepisy, lecz dla wielu jest to jedynie wskazówka. Najbardziej stresujące przeżycie, to podróż wypchanym po brzegi ludźmi busikiem, którego kierowca dość luźno traktował przepisy o ograniczeniu prędkości. Po takiej godzinnej przejażdżce człowiek docenia życie :)


Która podróż była dla Pana najbardziej zaskakująca?

Wielkim przeżyciem było dla mnie safari. To niesamowite – jedziesz sobie samochodem, a obok idzie żyrafa. Mnóstwo zwierząt. Wiedziałem, że to tak wygląda, ale nie spodziewałem się, że to takie fascynujące. Każdy musi to przeżyć. W Tanzanii miałem również okazję pływać z rekinem wielorybim. Chyba tylko w Afryce przewodnik mówi ci, kiedy masz wyskoczyć z łódki, by znaleźć się na wyciągnięcie ręki od 9-metrowej ryby. Człowiek zdaje sobie sprawę z własnej małości.

Wróci Pan jeszcze do Tanzanii?


Na pewno. Kiedyś będę chciał pokazać to miejsce swoim dzieciom. Chciałbym też spróbować zorganizować pomoc dla albinosów.


Kolejny cel turystyczny?


Nepal i Indie. Są pełne tematów.


National Geographic zaproponował współpracę? Miał Pan okazję zamienić kilka słów z Martyną Wojciechowską, redaktor naczelną magazynu?


Podczas przekazywania dyplomu na scenie, Martyna Wojciechowska pogratulowała mi dotarcia do tych ludzi. Z Warszawy, gdzie odbyła się gala rozdania nagród, wyjechałem właściwie zaraz po uroczystości. Nie załapałem się więc na rozmowy w kuluarach (śmiech). Na pewno będę starał się zacieśniać kontakty. Zdjęcia do portfolio już mam. Praca w National Geographic byłaby spełnieniem moich marzeń.


Dziękuję za rozmowę.

 

zdj.: Adam Karaś

 


 







Komentarze:
~stachu M. (2011-12-28 18:37:40)

No ,dla mnie są to najnormalniejsze zdjęcia ale ja się na tym nie znam. Natomiast wywiad i owszem ciekawy!Oczywiście,gratuluję wyróznienia.Temat sam w sobie ciekawy i dla nas euperyjczyków w zasadzie nieznany.

~rynkowicz (2011-12-30 08:45:25)

Panie Tomku

Gratulacje i szacunek!!! Przepiękne foty! Aż się miło patrzy jeszcze wiedząc że robił je nasz człowiek. Jeszcze raz GRATULACJE!!!

~kn. (2012-01-13 12:40:41)

Gratulacje, też próbowałam swoich sił, ale się nie powiodło :) Świetny reportaż!


Aby dodać komentarz musisz się zalogować!

Nie masz konta? - zarejestruj się


NAJŚWIEŻSZE INFORMACJE

sonda

wszystkie

Za co doceniasz Żory?

newsletter

Chcesz być na bieżąco zapisz się!

Twój adres e-mail:

© 2006-2019 Fundacja Sztuka, Gazeta Żorska  |  Żory 44-240, ul. Dworcowa 7  |  tel: 536 885 451  |  e-mail: gazeta@gazetazorska.pl, portal@gazetazorska.pl           do góry ^
Industry Web Zarządzaj plikami "cookies"